piątek, 29 lipca 2011

SUPLEMENTY OGÓLNIE


Gdy byłem małym chłopcem mama dawała nam magnez na wzmocnienie, poiła tranem. Od czasu do  czasu jakiś wiesiołek bądź witaminę C. Gdy byłem przeziębiony pijałem herbatki miętowe, rumianek, a nawet herbatkę z jarzębiny. Bolące gardło płukałem szałwią, choć akurat to wspomnienie nie jest najlepsze – szałwia, w smaku jest okropna. Jadaliśmy zupki z dyni, szczawiową; oczywiście składniki z własnego ogródka. Jakieś 15 lat temu słowo suplementacja nie było tak popularne jak teraz. A nasza mama śmiało podsuwała nam coraz to nowsze „wynalazki”; dla naszego zdrowia oczywiście. Wtedy nie traktowałem tego poważnie.
                Moja mama, doceniłem to po latach, a jestem jeszcze młody i na szczęście lepiej że teraz niż później, ma niesamowitą wiedzę o wszelkiego rodzaju ziołach i preparatach zioło podobnych nie jedna osoba mogłaby się od niej wiele nauczyć. Tą wiedzą raczyła moje siostry i mnie przez całe dzieciństwo.  Wtedy nie nazywano tego suplementacją. Przynajmniej ja nie wiedziałem, że to się tak nazywa. Obecnie nadal kombinuje i tworzy. Ostatnio powstały syropy z mlecza polnego, czy okład z liści chrzanu na stawy. Polecam bloga Sylwii Mąkosa, która ma problemy z reumatyzmem, a jest w moim wieku i dzięki odpowiedniej zmianie sposobu żywienia i suplementacji wróciła do "formy".

Upłynęło sporo lat. Technologia się rozwinęła. Świadomość społeczeństwa w zakresie zdrowia jest coraz większa. Sporo ludzi korzysta z błogosławieństw natury, z ziół; rozumie że powinno się zażywać suplementy, ponieważ gleby są wyjałowione i zanim nasze ukochane warzywa i owoce trafią na nasz stół ich wartość odżywcza jest tak uboga, że marchewka sprzed piętnastu lat miała więcej witamin niż ta z marketu obecnie.
Przeraża mnie to, że ludzie pomimo ogólnie dostępnej wiedzy  nie chcą stosować żadnych suplementów (pamiętajmy, że suplement to produkt spożywczy, dodatek do naszej codziennej diety; uzupełnienie). Pomimo mojego młodego wieku - mam 28 lat - moja wiedza na temat zdrowego żywienie jest jakaś i cały czas ją zwiększam, bo wiem że warto. Tym bardziej, że mam 4 miesięczną córkę i muszę zadbać, aby urosła zdrowa i silna.
W sklepach sprzedaje się coraz więcej produktów napompowanych chemią. Chociażby taki aspartam – sztuczny słodzik – mocno rakotwórczy dodawany do napoi. Przez to i zły sposób odżywiania oraz ogólny, tryb życia niszczymy się. Człowiek z chwilą urodzin zaczyna tracić energię i nic nie powstrzyma tego procesu. To po co się jeszcze dobijać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz