Gdy byłem małym chłopcem mama dawała nam magnez na wzmocnienie, poiła tranem. Od czasu do czasu jakiś wiesiołek bądź witaminę C. Gdy byłem przeziębiony pijałem herbatki miętowe, rumianek, a nawet herbatkę z jarzębiny. Bolące gardło płukałem szałwią, choć akurat to wspomnienie nie jest najlepsze – szałwia, w smaku jest okropna. Jadaliśmy zupki z dyni, szczawiową; oczywiście składniki z własnego ogródka. Jakieś 15 lat temu słowo suplementacja nie było tak popularne jak teraz. A nasza mama śmiało podsuwała nam coraz to nowsze „wynalazki”; dla naszego zdrowia oczywiście. Wtedy nie traktowałem tego poważnie.
Moja mama, doceniłem to po latach, a jestem jeszcze młody i na szczęście lepiej że teraz niż później, ma niesamowitą wiedzę o wszelkiego rodzaju ziołach i preparatach zioło podobnych nie jedna osoba mogłaby się od niej wiele nauczyć. Tą wiedzą raczyła moje siostry i mnie przez całe dzieciństwo. Wtedy nie nazywano tego suplementacją. Przynajmniej ja nie wiedziałem, że to się tak nazywa. Obecnie nadal kombinuje i tworzy. Ostatnio powstały syropy z mlecza polnego, czy okład z liści chrzanu na stawy. Polecam bloga Sylwii Mąkosa, która ma problemy z reumatyzmem, a jest w moim wieku i dzięki odpowiedniej zmianie sposobu żywienia i suplementacji wróciła do "formy".
Upłynęło sporo lat. Technologia się rozwinęła. Świadomość społeczeństwa w zakresie zdrowia jest coraz większa. Sporo ludzi korzysta z błogosławieństw natury, z ziół; rozumie że powinno się zażywać suplementy, ponieważ gleby są wyjałowione i zanim nasze ukochane warzywa i owoce trafią na nasz stół ich wartość odżywcza jest tak uboga, że marchewka sprzed piętnastu lat miała więcej witamin niż ta z marketu obecnie.
Upłynęło sporo lat. Technologia się rozwinęła. Świadomość społeczeństwa w zakresie zdrowia jest coraz większa. Sporo ludzi korzysta z błogosławieństw natury, z ziół; rozumie że powinno się zażywać suplementy, ponieważ gleby są wyjałowione i zanim nasze ukochane warzywa i owoce trafią na nasz stół ich wartość odżywcza jest tak uboga, że marchewka sprzed piętnastu lat miała więcej witamin niż ta z marketu obecnie.
Przeraża mnie to, że ludzie pomimo ogólnie dostępnej wiedzy nie chcą stosować żadnych suplementów (pamiętajmy, że suplement to produkt spożywczy, dodatek do naszej codziennej diety; uzupełnienie). Pomimo mojego młodego wieku - mam 28 lat - moja wiedza na temat zdrowego żywienie jest jakaś i cały czas ją zwiększam, bo wiem że warto. Tym bardziej, że mam 4 miesięczną córkę i muszę zadbać, aby urosła zdrowa i silna.
W sklepach sprzedaje się coraz więcej produktów napompowanych chemią. Chociażby taki aspartam – sztuczny słodzik – mocno rakotwórczy dodawany do napoi. Przez to i zły sposób odżywiania oraz ogólny, tryb życia niszczymy się. Człowiek z chwilą urodzin zaczyna tracić energię i nic nie powstrzyma tego procesu. To po co się jeszcze dobijać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz